Anemiczna historia anemicznej dziewczyny.

To był całkiem zwyczajny dzień. Dzień jak co dzień. Szła do szkoły niepewnym krokiem. Nie była przygotowana na ten sprawdzian. Po prostu nie miała ochoty na naukę, gdy za oknem drzewa budziły się do życia, a słońce świeciło w pełni swego blasku. Trudno, może zdążę przygotować, choć ściągawki na przerwie – myślała.

Wychodząc z szatni na korytarz szkoły, ujrzała wielki tłok i zamieszanie  przy wejściu do świetlicy. Długa kolejka ustawiała się przed drzwiami pomieszczenia. Były też jej koleżanki.
– Na co czekacie? Co się dzieje? Rozdają coś? -zapytała jedną z nich.
– Tak, rozdają siedem czekolad i dają zaświadczenie, że oddałaś krew i możesz nie uczestniczyć w lekcjach.
Na tę informację jej źrenice znacznie się poszerzyły. Ha! Dzień zapowiadał się lepiej niż przypuszczała. Nerwowo sięgnęła do plecaka w poszukiwaniu najcenniejszej dla niej rzeczy w ostatnim czasie – dowód osobisty. Jej wyczekiwany, upragniony dokument upoważniający ją do robienia różnych głupich rzeczy całkiem legalnie. Ma go zaledwie od dwóch tygodni, a po raz kolejny przekona się, że posiadanie dokumentu pełnoletności przynosi same korzyści w życiu człowieka. Bez wahania ustawiła się w kolejce i czekała.
Weszła do środka, dokonała formalności, usiadła koło pielęgniarki, która przeprowadzała wstępne badania krwi. Nie pamięta jak to wyglądało, nie pamięta tego badania, pamięta tylko, że wyszła z kartką, na której widniał napis:
SKIEROWANIE DO SZPITALA.
Rozpoznanie: niski poziom żelaza.
Co prawda nie mam czekolad, ale na sprawdzian też nie muszę iść. W końcu jestem chora – uśmiechała się sama do siebie. Po południu mama zaciągnęła ją niemalże siłą na Izbę Przyjęć.
– Chodź proszę pobiorą ci krew, sprawdzą wyniki i wrócimy do domu. Zrób to dla mnie.
Poszła, chociaż czuła się tak dobrze, że sytuacja ta wydawała jej się dość komiczna.
Pamięta, że leżała na łóżku a nad nią pięciu lekarzy, którzy patrzyli na nią z niedowierzaniem, po raz kolejny pytając czy się dobrze czuje. Jeden z lekarzy dyżurujących trzymał w ręku wyniki badań morfologii krwi: HGB 6,9. Oglądali uważnie jej paznokcie i skórę. Miliony pytań do rodzica:
– Czy w ostatnich dniach u córki było jakieś obfite krwawienie?
– Czy były omdlenia i zasłabnięcia?
– Czy występują problemy żywieniowe?
Nie, nie, nie! Na każde pytanie była jedna i ta sama odpowiedź: NIE.
Kolejne dni były lawiną przeżyć tak traumatycznych, że nie sposób wymazać ich z pamięci. I nie chodzi tu o setki przebytych badań moczu, kału, krwi, gastroskopię, skopię, usg…chodzi o nastawienie i sposób, w jaki została potraktowana ta pełnoletnia dziewczyna, ale jeszcze nie – dojrzała kobieta, która dostała łóżko na patologii ciąży wśród starszych kobiet o niezbyt przychylnym nastawieniu do takich ,,gówniar”. Początkowo z braku miejsc na oddziale, została oddelegowana na oddział dziecięcy, z którego w popłochu wróciła na patologię. Co z nią zrobić? Gdzie ją położyć? Trudno, niech leży z babciami. Przeklęty dowód osobisty – myślała. Badania nie wykazały nic, a jedna z lekarek uparła się, by wmówić całemu światu, że przyczyną niedoborów żelaza w tym przypadku jest anoreksja. Wnioski te wysunęła na podstawie niezjadanych posiłków szpitalnych. Dość dziwna teza, w oparciu o którą przynajmniej 3/4 pacjentów szpitala powinna być ,,nosicielami” tegoż zaburzenia.
Miarka przebrała się gdy, ta sama, ów dociekliwa Pani doktor zmuszała ją do wyrażenia zgody na badanie ginekologiczne. Nie chciała, nie zgodzi się na coś takiego. Wystarczająco już przeszła. Mimo młodego wieku wie przecież, że w tej kwestii wszystko jest w porządku. Nigdy nie była w takiej sytuacji i nie była gotowa na obnażenie się przed obcą osobą. W głębi serca i umysłu była jeszcze małą dziewczynką, córeczką swojej mamusi, buntowniczką poznającą świat. Bała się…
I wtedy usłyszała rozmowę matki z lekarką, która nie wiedzieć czemu tak bardzo ją gnębiła:
– Niech Pani jej nie ufa, ona coś ukrywa.
– Pani doktor ona się po prostu wstydzi.
– Chyba Pani żartuje. W jej wieku dziewczyny się prują na prawo i lewo. Znam takie…
Wyszła. Szła przez całe miasto do domu w dresie i klapkach a łzy płynęły po policzku.
Czy to jest dorosłość? Czy to jest prawdziwe życie? Gdzie kończy się młodzieńcza bajka, a zaczyna dojrzała  tyrania?
Wymazała tę kobietę ze swych wspomnień i myśli na długie lata. Los ponownie postawił ją na jej drodze w najbardziej traumatycznym momencie jej życia.
Pewni ludzie się nie zmieniają. Pewni ludzie są po prostu podli i zawistni do granic możliwości a ich szpik przesiąknięty jest nienawiścią i niechęcią do innych.
Ale tym razem była starsza, była silniejsza i umiała się obronić.
Otaczajmy się ludźmi przyjaznymi, nie psujmy swojego życia wrogością do innych ludzi nawet tak różnych od nas. Nie rańmy. Pielęgnujemy swoją osobowość, bo jest ona darem, który potrafi ukoić smutki i troski drugiej osoby.
Cdn.
Sylwia.