Mamo, nie krzycz! Jak krzyk wpływa na nasze dziecko

Ten teks powstał na potrzeby Nas wszystkich, rodziców, którzy czasem bezwiednie, a czasem z pełną świadomością i niecnym planem zarządzają spokój na terenie zamieszkałym przez swoje dzieci. Wbrew pozorom to nie taka prosta sprawa i wiedzą to doskonale wszyscy posiadacze dzieci obdarzonych słuchem wybiórczym. Niestety i ja należę do grona matek, które hmm…krzyczą. Tak, powiem to wprost, jestem kobietą wrzeszczącą i już sama nie wiem, czy taka moja natura, a może tarcza obronna, którą stosuję w natarciu nadmiaru obowiązków i przemęczenia.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej jak krzyk wpływa na dziecko, co się dzieje wówczas w jego umyśle i tym małym serduszku, które to nie jest zupełnie przygotowane na tak wybuchową reakcję rodzica.

Co się dzieje z rodzicem i dzieckiem, kiedy emocje biorą górę?

Wydawałoby się, że coś tak naturalnego, jak wychowanie dziecka, które sami sprowadziliśmy na świat, nie może być aż tak trudne, przynajmniej nie aż tak. Po dziewięciomiesięcznych planach i marzeniach przywitaliśmy nowego szefa rodziny, a zwykła codzienność i najprostsze obowiązki udowodniły Nam jednak, że bywa zupełnie inaczej. Odpowiedzialni za małego człowieka, w trybie natychmiastowym opanować musimy wiele nowych umiejętności, a wśród nich (o zgrozo!) panowanie nad własnymi emocjami. Trudność w tym przypadku wcale nie polega na konieczności przyswojenia szeregu skomplikowanych zasad i procedur. Wychowując dziecko musimy zmierzyć się z o wiele trudniejszym i jakże skomplikowanym zadaniem wychowawczym: uczciwie i krytycznie spojrzeć na samego siebie. Pomyślisz sobie: Ale właściwie po co? Jestem, jaki jestem, starych drzew się nie przesadza, a charakteru się nie zmienia. Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze, pracujesz nad swoimi emocjami i zachowaniem, aby zwyczajnie nie skrzywdzić swojego dziecka, a po drugie, aby dać mu podstawy do nawiązywania satysfakcjonujących relacji z innymi oraz radzenia sobie z emocjami w przyszłości.

Krzyk to też przemoc, która stoi w jednym rzędzie z biciem

Zanim ktoś posądzi mnie o przesadę, parę słów na temat tego, co mam na myśli, kiedy piszę o krzyku. Nie chodzi o podniesiony głos, bo różne są style komunikowania się w rodzinach, różne temperamenty i nie zawsze ma to jakikolwiek związek z jakością relacji pomiędzy dziećmi a rodzicami. Są rodziny, w których wszyscy się przekrzykują i są takie, w których komunikacja przebiega spokojnie, co w obu przypadkach jest sprawą zupełnie odrębną od poziomu radzenia sobie z emocjami w tych rodzinach. Kiedy piszę o krzyku, mam więc na myśli nie tylko podniesiony głos, który wprowadza stan alarmowy (słusznie, kiedy dziecko jest w niebezpieczeństwie i potrzebuje sygnału, by się zatrzymać), ale też sam w sobie może być dla dziecka przerażający. Na początku swojej przygody z blogowaniem napisałam bardzo kontrowersyjny tekst, który wywołał ogrom hejtu, negatywnych komentarzy i dziwacznych twierdzeń. http://www.mamakontradama.pl/przepis-na-dobre-wychowanie/ Zajrzyjcie w wolnej chwili do jego treści oraz do komentarzy opublikowanych na Facebooku. Mowa była o przysłowiowym ,,klapsie”, ale najwiecej do powiedzenia miały kobiety, które nie biły, a jedynie krzyczały na swoje dzieci. Absolutnie i bezwzględnie uważały się za lepszy model macierzyństwa od matek, które przyznały się, że w chwili bezradności i rozpaczy, zdarza im się podnieść rękę na swoje dziecko.   

Krzyk, który szkodzi, to taki, którym wybuchamy pod wpływem impulsu, w chwili, gdy równie dobrze moglibyśmy zareagować mniej energicznie, ale równie stanowczo. To taki, w którym mówimy za dużo rzeczy, których nie można usprawiedliwić celem wychowawczym: obrażamy dziecko, klniemy, straszymy, nie dopuszczamy go do głosu, grozimy mu, wymachujemy rękami, czy rzucamy zabawkami w celu pokazania wyższości i władzy rodzicielskiej. Wiecie, że wystarczy jeden raz, by porządnie zachwiać poziomem bezpieczeństwa i poczuciem własnej wartości małego człowieka? Jeżeli zdarza się to wiele razy, nie można nazwać tego inaczej niż krzywdzeniem dziecka. To bardzo ważne, żebyśmy wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, że słowami można wyrządzić nie mniej zła niż biciem, które – na szczęście! – ma już coraz mniej obrońców.

Krzyk nie wychowuje – krzyk krzywdzi

Druga sprawa dotyczy innych konsekwencji krzyku, nie tylko tego, jak się czuje i co myśli o samym sobie dziecko, którego rodzicom brakuje cierpliwości do przekazywania oczekiwań wobec niego inaczej niż krzykiem. Przemocowy sposób komunikacji to miecz obosieczny, którym prędzej czy później oberwą też ci, którzy pierwsi zdecydowali się go użyć. Trudno oczekiwać od dziecka, któremu świat objaśnia się krzykiem, dlaczego nie jest właściwe wymuszanie swoich zasad krzykiem. Póki dziecko jest małe i zależne od nas, repertuar środków, by doprowadzić je do posłuszeństwa, jest spory, ale uwaga, z czasem będzie się zmniejszać i choćby dlatego nie warto kierować się w wychowaniu prawem silniejszego. To może się bardzo źle odbić nie tylko na naszej obecnej i przyszłej relacji z dzieckiem, ale i na tym, jakim człowiekiem będzie ten dorosły już osobnik – dojrzałym i empatycznym, czy agresywnym i wybuchowym, bo nikt nie nauczył go konstruktywnego radzenia sobie z emocjami?  

Nie chodzi mi o to, by kogokolwiek straszyć i wytykać publicznie porażki wychowawcze innych (chyba, że swoje). Wszyscy popełniamy błędy i nikt nie jest w stanie pstryknąć palcami i zmienić się w zupełnie innego człowieka tylko dlatego, że ma dziecko. Wychowanie to proces i ścieżka, którą będziemy kroczyć do końca swoich dni, bez względu na przyszłość, która zapisana jest, gdzieś tam na górze na kartach naszej historii życia. Rodzicem się jest, a nie bywa. Jeżeli więc mielibyśmy zacząć zmianę od kilku rzeczy, niech to będzie wzmożone pokłady cierpliwości, pokora i przyznanie się do błędów przed sobą i przed swoim dzieckiem. To co, próbujemy? 😉

 

Rodzicielski strzał w kolano:

– Dziecko, nie krzycz!! Powiedz mi, czy ja na Ciebie tak krzyczę?