Przebodźcowanie dziecka – łatwa droga do próżności

Ostatnio zaczęłam baczniej obserwować zachowanie moich dzieci i zamiast narzekać, że niegrzeczne, że nie sprzątają, że rozwydrzone, że nie doceniają, postanowiłam poszukać drugiego dna. Znalazłam! Na dnie byłam ja i mąż. To właśnie najbliżsi są sprawcami zachowania swoich pociech. Nie bezmyślne reklamy, które nie wiedzieć czemu, jakiś przekupiony bałwochwalca dopuścił na wszystkie dziecięce kanały telewizyjne, nie YouTube, który wymyślił zarabianie miliardów na wypuszczaniu filmików sponsorowanych i nie mała główka dziecka, a mama i tata, którzy utrzymują lad i harmonię rodzinną.

Przepych, dobrobyt, a w rzeczywistości ukryta bieda

Teraz dzieci mają wszystko. I nie ważne czy cię stać na ich życie all inclusive, wygody i dostatek. Ty zrobisz wszystko, aby ich żołądki zawsze były pełne (żeby nie powiedzieć wypchane), a wolny czas wypełniony po brzegi. Ja też tak robię. Między śniadaniem, obiadem i kolacją jest milion przekąsek, które umilają czas dziecka i łechtają podniebienie. W międzyczasie przechadzam się po pokoju i widzę niedojedzoną drożdżówkę, butelki niedopitych soków, rzucone ciastko na podłogę, chrupka, pół talerza niezjedzonej zupy, bo niedobra, zostawione kopytka, bo niesłone, połamane paluszki, bo jest ich przecież tak dużo, że można nimi porzucać po pokoju. Wszystko to na wyciągnięcie ręki, produkty tak łatwo dostępne i dla najmłodszych bez wartości.


Za chwilę przeglądam szuflady i wyciągam kilkadziesiąt kolorowanek i żadna z nich nie jest pokolorowana do końca. Połowa kartek powycinana, pomazana niestarannie. Setki powyklejanych niechlujnie naklejek. Obok powysychane flamastry, bo nikomu nie chciało się szukać zagubionej zatyczki, bo właściwie po co, skoro zaraz kupi się nowe.

Półki po brzegi wypełnione nieprzeczytanymi książkami, a już w koszyku na Allegro czekają na zamówienie kolejne pozycje. Ale jak z tego zrezygnować, gdy wszystko jest tak potrzebne, niezbędne i przydatne dla rozwoju i funkcjonowania moich dzieci? Miliony pudeł w szafie z klockami, lalkami, pierdołkami. Aż boję się zajrzeć do szafy z ubraniami, bo ten widok ubrań może mnie zabić. I nieważne czy to sukienki z mega promocji, z odzysku od koleżanki, odziedziczone po młodszym rodzeństwie czy za złotówkę z ciucha. Ważne jest, czy mojemu dziecku to naprawdę jest potrzebne? Bo nie bez przyczyny wieczorem przy zakładaniu piżamy nie raz słyszę: ,,Ta jest brzydka, chcę inną”.

Macie tak? Być może nie. Może jesteście bardziej konsekwentni w swych wyborach i metodach wychowawczych, ja niestety popełniam mnóstwo błędów.

Zmień się, bądź grzeczna, postaraj się dziecko (mamo)

Analizując całą tę sytuację, zaczęłam zastanawiać się, czy takim postępowaniem dajemy dziecku szczęście, czy przepych, który w rzeczywistości bardzo ogranicza jego rozwój i myślenie? Ja chcę zmian. Wiem, że bez tego nigdy nie nauczę dzieci szacunku ani do ludzi, ani do tego co się posiada, a później z pewnością na naukę tych wartości będzie już za późno. Widok mojego dziecka, które schowało się obrażone w szafie, bo nie dostało drogiej lalki (po raz enty), tylko małą śliczną torebkę rzuconą z niezadowoleniem na podłogę bardzo mnie przeraził i zasmucił. To ja jestem za to odpowiedzialna. Ten przepych i nadmiar pozornego dobra uniemożliwia dostęp do innych cennych wartości. Obojętność, konsumpcjonizm, materializm, pozycje społeczne, kategoryzowanie, egoizm, nieposzanowanie, niechlujstwo, niedokładność, a tak naprawdę wielka samotność i przebodźcowanie. Pomyślmy, czy nie wystarczyłaby jedna śliczna kolorowanka i 10 flamastrów, które z pewnością miałyby swoje zatyczki, a kolorowanka starannie i systematycznie byłaby uzupełniana? Czy zamiast 100 aut, traktorów, koparek, wyścigówek, betoniarek, autek, auteczek, autuniów rzuconych w wielkim plastikowym pudle nie wystarczyłoby pięć zadbanych, ulubionych zabawek, postawionych na honorowym miejscu na półce? Czy zamiast tych cudacznym przekąsek, chrupeczków, wyciskaczek, serków, mufinków, biszkopcików nie wystarczyłoby jabłko prosto z babcinego sadu?

Ja podjęłam wyzwanie i zaczynam zmiany w życiu swoim i swoich dzieci, bo wiem to na 100%, że możesz ofiarować dziecku tysiąc mega wystrzałowych zabawek, oryginalnych ubranek i mega drogiego ,,żarcia”, ale po dwóch dniach i tak zobaczysz swoje dziecko leżące na dywanie, wypowiadające magiczną frazę ,,NUDZI MI SIĘ!” i co wtedy? Co by tu mu kupić? Co by tu mu dać? Hmmm…już wiem!! Może SWÓJ CZAS?!